4 mar 2012

Montemor-o-Velho

Bo jest o czym pisać. Po prawie miesiącu bez opadów, musiało lać akurat wtedy, jak postanowiliśmy wyjechać za miasto i pozwiedzać. Jak na złość również wtedy, gdy postanowiliśmy sobie się zgubić... ale co warta byłaby wycieczka bez przygód!
Wybór miejsca zwiedzania podyktowany został dwoma względami- mają tam zamek i dobre połączenie kolejowe. Wprawdzie Aniowy przewodnik informował, że ze stacji jest kawałek drogi do miasteczka, ale stwierdziliśmy, że mały spacer nam nie zaszkodzi. Na szczęście, bądź nieszczęście, po 10 minutach drogi zatrzymał się jakiś pan i zaproponował nam podwiezienie... pod sam zamek. Skorzystaliśmy. Szkoda tylko, że nie pomyśleliśmy o tym, żeby zapamiętać drogę. Na koniec jak głupki cieszyliśmy się, że nie musieliśmy iść, bo okazało się daleko! Szczęśliwi poszliśmy zwiedzać zamek, nie myśląc o tym, że przecież trzeba będzie wrócić. Po zmoknięciu, zaatakowaniu tyłkiem zamku (to ja) i podlaniu murów (to Wituś), postanowiliśmy coś zjeść i wracać. I tu pojawiły się schody. Po zejściu do miasteczka nie mieliśmy zielonego pojęcia w którą stronę dalej. W zasadzie nawet sami nie wiedzieliśmy co chcemy. Generalnie pokręciliśmy się jak smrody po gaciach (przepraszam za wyrażenie), nie znaleźliśmy żadnego zadowalającego nas jedzonka i stwierdziliśmy, że trzeba by zacząć szukać stacji. Telefon Witka jakąś znalazł i poszliśmy. Nie ważne, że do tej dalszej, że do drugiego miasteczka i że maszerowaliśmy w deszczu ponad godzinę! Wcale nie ważne! Dotarliśmy! To jest ważne. I to, że akurat stojący na stacji pociąg okazał się tym odjeżdżającym za chwilę do Coimbry:-)))

Ania i Witek w drodze do Montemor

Witek zaprasza na salony



Kawałek wiosny:-)

świata nie widać:P



Zmoklaki!



Zdjęć z trasy powrotnej nie będzie!
A wieczorem warsztaty kizomby:-))) z tego zdjęć też nie ma. Nie było komu ich robić, bo tańczyliśmy!

1 komentarz:

Karola pisze...

no nareszcie! :)
jak wiadomo - o jedzeniu bądź jego poszukiwaniu hehehe ;)
buziak i czekam na więcej! :*